_1080447a kopia
_1080341 kopia
P1080855 kopia
_1070928 kopia
Pełna swoboda wyboru kopia
_1070869 kopia

Piotr Kotlicki. Podła książka

otwarcie wystawy: piątek, 27.03.2026, godz. 19:00

wystawa: 27.03-30.04.2026

organizator:

partner:

miejsce: Galeria Piekary
ul. Św. Marcin 80/82
CK Zamek, Dziedziniec Różany
61-809 Poznań

wystawa czynna: pon. – pt. 10 – 18


„Świat składa się z przypadkowych przedmiotów i obrazów. Rozsypanych liter. Możemy je układać jak kawałki rozbitego samolotu, ale już nie ustalimy przyczyn katastrofy”. Ten cytat pochodzący z książki Marcina Wichy Kierunek zwiedzania przychodzi mi na myśl, ilekroć oglądam obrazy Piotra Kotlickiego. Uczuciem, które zawsze mi wówczas towarzyszy, jest niepokój. Artysta to wnikliwy obserwator zastanej rzeczywistości, często banalnej, niedostrzegalnej, jakoby niewymagającej komentarza lub interpretacji. twórca wskazuje jednak na nią palcem i próbuje przełożyć na język malarskiego gestu, pytając o ukrytą w niej prawdę. Jaka ona jest?

W malarstwie Piotra Kotlickiego zauważam swoisty bezwład narracyjny – tak jakby historia, którą oglądamy nie miała początku, środka lub końca. Domniemany bohater jest przedstawiany w obrazach artysty zwykle w wyizolowanej, opresyjnej, przemocowej sytuacji (na przykład bójka), zostaje w niej uchwycony, jak na taśmie filmowej i w taki sposób, aby widz–odbiorca miał poczucie nietrwałości/ulotności. Najciekawsza jest jednak ukazywana wątpliwość. Przypuszczenie. Czy sportretowani w konkretnej scenie na pewno czują się niekomfortowo? Może odpowiada im sytuacja w jakiej się znaleźli? Nic tu nie jest oczywiste, niczego nie można wykluczać.

Także obecność bohatera – pomimo, że zamierzona – może być odbierana przez widza jako przypadkowa. Sam artysta w tekście Bezzacisze tak opisuje pracę nad jednym ze swoich obrazów Prawdę znają tylko paprotki:

dostrzegłem sylwetkę człowiek z płonącym udem, choć zamierzałem namalować w tym miejscu coś zupełnie innego. Jeden fragment przyciemniłem, inny rozjaśniłem, coś dodałem, coś ująłem – nie było sensu niczego wymyślać, skoro już ktoś tam płonął.

Te zdania nie tylko ilustrują metodę twórczą artysty. Wiele mówią o jego podejściu do kreowania, jakby ręka była o krok za tym co już pojawiło się na obrazie. To, co namalowane, ujawnia się niespodziewanie i w nie do końca przewidywalny sposób. Z czasem znajduje jednak swoje miejsce. Czy jest jednak prawdziwe?

Bohaterowie obrazów Kotlickiego mają niewyraźne rysy, twarze nieczytelne, często zniekształcone. Wydaje się, że istnieją jedynie pomiędzy kolejnymi warstwami farby lub wersjami jednej kompozycji (Kotlicki wielokrotnie przemalowuje obrazy). Ich tożsamość jest niepewna. Kim są? Czy mundur, w który ubrana jest postać to wojskowy uniform, czy mundurek szkolny? Może to strój do pracy? Nie sposób udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Często to, co widzimy, tylko wydaje się dosłowne. Przecież dresiarz z książką pod pachą może być intelektualistą, a przemiła starsza kobieta z parasolem niekoniecznie jest sympatyczną panią na emeryturze.

W sposobie przedstawiania rzeczywistości przez Kotlickiego przypadek jest tylko pretekstem do tłumaczenia ciągłych poszukiwań prawdy i poddawania nas, widzów, próbie rozstrzygnięcia na własna rękę, co nią jest lub czym ona może być. Uwiarygodnieniem poczucia realności konkretnej sytuacji mogą być atrybuty/trofea, z jakimi widzimy postaci odnalezione przez artystę. Nóż, który trzyma czyjaś ręka; książka, która bywa orężem; kaseta magnetofonowa, zapewne z zapisem utworów nieistniejącego kompozytora; pochodnia, która się nie pali; bluza dresowa, która wygląda jak garnitur, czy latarka, która nie rozświetla mroku. Przedmioty te potwierdzają potencjalne istnienie kogoś lub czegoś i można znaleźć ich w obrazach artysty znacznie więcej. Musimy jednak pamiętać o tym, że i to mogą być tylko pozory – ułuda – fantom czegoś rzeczywistego, trwałego.

Siła prac artysty ujawnia się także w metodzie budowania kompozycji. Tu nie ma już miejsca na przypadek. Każdy element ma swoje uzasadnienie. Można uznać, że świat przedstawiony jest rekonstrukcją, mozolnie utkaną z doświadczeń i sytuacji podpatrzonych w codzienności. To misterna sfera, z której konstytuuje się koherentny byt – przypominający środowisko naturalne. Niełatwa i nieoczywista, ale stabilna przestrzeń o parametrach zaledwie niezbędnych do przetrwania. Malarstwo Kotlickiego sytuuje się w obszarze obrazowania tego, co nieuchwytne, tymczasowe, zmienne. Nie ma w tych płótnach miejsc naznaczonych poczuciem klęski. Jest, być może pozorna, chęć przełamania impasu chwilowości. Jednakże silniejsza, istotniejsza wydaje się zgoda na pogoń za niemożliwym do osiągnięcia egzystencjalnym, głębokim poczuciem sensu istnienia. Jesteśmy u kresu albo nieuchronnie do niego zmierzamy. Przeczucie nadciągającej katastrofy jest wszechobecne. Czy jej zapobiegniemy? Nie, ale musimy próbować.

Wszystkim widzom tej wystawy, i samemu Artyście, dedykuję zakończenie eseju Marcina Króla Do nielicznego grona szczęśliwych:

Psy pędzą za sarną. Wiedzą przecież – jak i ja wiem, że nie dojdę do moich horyzontów, tak jak one jej nie dogonią. Ale pędzą zadowolone. Obym umiał brać z nich przykład.

Adam Jaśkiewicz


Piotr Kotlicki (ur.1972) – polski malarz, autor filmów. Absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. W roku 2000 uzyskał dyplom w pracowni profesora Ryszarda Hungera, a w roku 2015 otrzymał stopień doktora. Od 2007 jest wykładowcą na Wydziale Reżyserii w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. Wystawiał m.in. w Warszawie oraz w Galerii Narodowej Zachęta (Polska); w Ningbo Museum of Art (Chiny), na Festiwalu Videomedja w Nowym Sadzie (Serbia); na Festiwalu MADATAC w Madrycie (Hiszpania); w Drei Ringe (Niemcy); w Galerii Olimpus (Polska); w Narodowym Instytucie Audiowizualnym; w Assembly Gallery w Poznaniu, w Nachtspeicher 23 w Hamburgu. Laureat Grand Prix, na III Interference Festival oraz Grand Prix IV Piotrkowskiego Biennale Sztuki